poniedziałek, 10 października 2011

Panie, co ja mogie...

     No i przyszła w końcu ta jesień, której nie lubię. Zimno jest, buro i ponuro tak, że rano nosa nie chce mi się wyściubić spod kołdry. Sezon grzewczy jeszcze się nie zaczął, więc trzeba marznąć. Na szczęście w pracy mam  farelkę, która ratuje mnie przed zamarznięciem. 
    Wczoraj wieczorem przeprasowałam nowe tkaniny do szycia, jeszcze w ubiegłym tygodniu przygotowałam wykroje, więc teraz muszę się tylko jakoś sensownie zorganizować i zabrać się do maszyny. Natomiast w weekend wybrałam się na starocie i udało mi się wygrzebać dwie śliczne porcelanowe figurki zimowo-świąteczne. Wiem, że jeszcze za wcześnie, by mówić o świętach, ale nigdy nie wiadomo kiedy trafi się coś ciekawego, więc trzeba brać co jest i kiedy jest. Miałam pokazać dziś zdjęcia moich zdobyczy, ale nie chcę jeszcze wprowadzać zimowej atmosfery. Cierpliwie poczekam na odpowiedni moment i wtedy będę się chwalić. Oprócz figurek kupiłam też dwa małe pojemniczki po świecach z zamiarem ponownego wypełnienia parafiną, ale teraz waham się czy aby nie przerobić ich na małe doniczki. Pożyjemy, zobaczymy :) Tymczasem kończę i idę z wizytą do Was :)

PS. Spójrzcie na misia z łatką, czyż nie ma na twarzy wypisanego " Panie, co ja mogie.." ?




5 komentarzy:

  1. ale słodkie te Twoje misiaki!
    Pozdrawiam bardzo serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki Trilli, te dzisiejsze to takie z serii kochane gamonie:)Miłego wieczorku.

    OdpowiedzUsuń
  3. ha! czyżby to mój gamoń? :D

    OdpowiedzUsuń